wtorek, 26 czerwca 2012

Kwiat mroku, Zatraceni

Tytuł: Kwiat mroku, Zatraceni
Autor: Nora Melling
Wydawnictwo: gola - MAK Verlag
Liczba stron: 352
Ocena: -7/10
Data przeczytania: czerwiec 2012

Nora Melling jest niemiecką autorką mieszkającą w Berlinie. ,,Zatraceni" to jej debiutancka powieść, pierwszy tom serii ,,Kwiat mroku". Książka była moim drugim spotkaniem z niemiecką autorką, ale nadal nie jestem do nich przekonana. Nie ma to jak autorzy angielscy i amerykańscy.

Główną bohaterką powieści jest siedemnastoletnia Luisa, która straciła młodszego brata. Fabian miał raka, operacje, ani chemioterapia nic nie pomogły, zmarł. Od śmierci brata życie Luisy nie jest takie jak dawniej. Razem z załamanymi rodzicami, którzy całkowicie przestali interesować się córką i zwracać na nią jakąkolwiek uwagę przeprowadziła się do Berlina.

 Dziewczynę poznajemy w momencie, gdy chce popełnić samobójstwo, skacząc z zabytkowej wieży w lesie. Powstrzymuje ją Thursen, chłopak mieszkający w lesie wraz z grupką przyjaciół. Wszyscy są zmiennokształtnymi, mogą zmieniać się w wilki. Jednak z każdą transformacją zostaje im coraz mniej z człowieka. W dodatku zapominają całe swoje życie, kim byli, jak mają na imię. Zwracają się do siebie wymyślonymi imionami. Aż w końcu na zawsze stają się wilkami. Czy Thursen na zawsze zmieni się w wilka? Czy Luisa upora się ze śmiercią brata?

 Właściwie o powieści nie da się dużo powiedzieć, ponieważ nie wnosi nic nowego do świata paranormali. Może oprócz tego, że bohaterowie nie stają się wilkami przez ugryzienie. Oni tego chcą. Chcą zapomnieć. To ludzie cierpiący, doświadczeni przez los. Sposób ,,odczarowania" takiego wilkołaka też jest bardzo prosty. Wystarczy powiedzieć jego prawdziwe imię, które najpierw trzeba w jakiś sposób zgadnąć.

Podobało mi się to, że autorka w dużej mierze skupia się na uczuciach bohaterów. Podejmuje trudne tematy takie jak samobójstwo, czy śmierć. Szkoda, że nie wyjaśniła jak to się stało, że załamane dzieciaki dostały szansę przemiany w wilka i co ich spotkało (bo poznajemy przeszłość właściwie kilku z nich).

Narracja książki prowadzona jest przez Luisę, która opisuje szczegółowo targające nią emocje. Na początku wydawała się ciekawą bohaterką, ale z każdą stroną stawała się coraz bardziej irytująca. Jej wypowiedzi były albo denerwujące, albo płytkie. W dodatku za dużo się nad sobą użalała. Ileż można rozpaczać po stracie brata? Minęło 1,5 roku od jego śmierci, a ona próbuje się zabić. Na szczęście Thursen dużo nadrabia swoją postacią.

Bez wątpienia dużym plusem książki jest jej lekkość. Czyta się ją naprawdę szybko, być może dzięki prostemu językowi, nieskomplikowanej fabule, wartkiej akcji i przejrzystej czcionce. Niestety do tekstu wkradło się sporo literówek i błędów interpunkcyjnych. Jednak Nora Melling potrafi świetnie konstruować opowieść. Wciąga bez względu na treść, a przynajmniej tak było w moim przypadku.

Mimo wszystko polecam fanom tego gatunku i nastolatkom nie szukającym wybitnej lektury. Polecam szczególnie na leniwe letnie wieczory.


Za książkę dziękuję:

10 komentarzy:

  1. Czytałam, przyznaję - książka kiepskawa, bohaterka pusta jak bęben maszyny losującej przed zwolnieniem blokady. Słowem - nie podobało mi się jakoś specjalnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej nie dla mnie. Wymagam jakiegoś przesłania od książki :/

    OdpowiedzUsuń
  3. hmmm... może kiedyś...
    teraz raczej pass...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wysoka ocena... mnie się nie podobało... Bohaterka przez całą książkę mnie wpieniała, męczyłam się strasznie... pomysł fajny, ale niewykorzystany jak należy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już tyle niezbyt pochlebnych recenzji tej książki, że ta jest miłą odmianą. Dlaczego? Bo mam ją na półce i teraz przestanę się już już tak strasznie bać. Swoją drogą podsunęłaś mi pewien pomysł ;) Za kilka dni obwieszczę go światu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jaki pomysł? Czekam aż o nim napiszesz ;D

      Usuń
  6. Nigdy nie słyszałam o tej książce.
    Nie mam zamiaru jej przeczytać;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam jeszcze, póki co jakoś nie mam na nią ochoty, ale to tylko póki co:)

    OdpowiedzUsuń